„Moje dziecko mnie nie szanuje.”

A co, jeśli to nie jest cała prawda?

Jest 7:43 rano. Proszę, żeby założyło buty. Nie zakłada. Proszę drugi raz. Patrzy mi prosto w oczy i… zaczyna tańczyć. Proszę trzeci raz. Odpowiada:”Nie.” A ja czuję, jak ciśnienie rośnie szybciej niż drożdżowe ciasto zostawione na kaloryferze.

I wtedy pojawia się ta myśl. „Ono mnie nie szanuje!”

Jeśli kiedykolwiek ją miałaś, witaj w klubie. Myślę, że członkostwo jest darmowe i przyznawane automatycznie po urodzeniu pierwszego dziecka. Ale zatrzymajmy się na chwilę. Czy naprawdę chodzi o brak szacunku? Czy może o coś zupełnie innego? Bo słowo „szacunek” niesie ze sobą ogromny ciężar. Kiedy wierzymy, że dziecko nas nie szanuje, bardzo łatwo zaczynamy reagować tak, jakbyśmy musieli ten szacunek wyegzekwować. Mówimy głośniej. Grozimy konsekwencjami. Powtarzamy po raz dziesiąty. A czasem wybuchamy. Nie dlatego, że jesteśmy złymi rodzicami.Tylko dlatego, że nasz układ nerwowy usłyszał coś więcej niż zwykłe „nie”. Usłyszał:”Nie liczysz się.””Nie jesteś ważna.””Nie masz kontroli.” I to już bardzo boli.

Dziecko nie myśli kategoriami szacunku

To może być trochę niewygodne. Ale sześciolatek naprawdę nie siedzi rano przy śniadaniu z kubkiem kakao i nie planuje:”Jakby tu dziś skutecznie podważyć autorytet mamy…”On myśli raczej:”Nie chcę kończyć zabawy.””Jestem zmęczony.””Nie umiem przełączyć się na wychodzenie.””Chcę decydować choć o jednej rzeczy.”To nie znaczy, że masz zgadzać się na wszystko.To znaczy tylko tyle, że motywacja dziecka często jest zupełnie inna, niż podpowiada nam nasz zestresowany mózg. Czasem to nie dziecko czuje brak szacunku. To nasze stare rany czują się nieważne. To jest ten moment, w którym rodzicielstwo przestaje być tylko o dziecku. Jeśli jako dziecko miałaś poczucie, że nikt Cię nie słuchał…Jeśli Twoje granice były przekraczane…Jeśli musiałaś bardzo się starać, żeby zasłużyć na uwagę…To zwykłe dziecięce „nie” może uruchomić znacznie starszy ból.Nie dlatego, że przesadzasz. Dlatego, że Twój układ nerwowy mówi:”Uwaga. Znam to miejsce. To niebezpieczne.”

A co, jeśli zamiast pytać:”Dlaczego ono mnie nie szanuje?”zapytałabyś:”Co właśnie we mnie zostało poruszone?”

To pytanie zmienia wszystko. Bo nagle przestajesz walczyć z dzieckiem. Zaczynasz spotykać siebie. Może pod złością jest bezradność. Może pod irytacją jest zmęczenie. Może pod potrzebą posłuszeństwa kryje się ogromna potrzeba bycia zauważoną. I wiesz co?To jest bardzo ludzkie.

Szacunek nie rodzi się ze strachu

Czasem słyszę:”Dzieci kiedyś bardziej szanowały rodziców.” Może część z nich bardziej się bała. To nie zawsze jest to samo. Dziecko może być bardzo posłuszne i jednocześnie żyć w ciągłym napięciu. Może też powiedzieć:”Nie podoba mi się to.” i jednocześnie czuć do Ciebie głęboki szacunek oraz zaufanie. Prawdziwy szacunek nie oznacza, że dziecko nigdy się z Tobą nie nie zgodzi. Oznacza, że nawet w trudnych chwilach Wasza relacja pozostaje bezpieczna.

To nie znaczy, że masz pozwalać na wszystko. Jeśli dziecko Cię uderza, wyzywa albo niszczy rzeczy, granice są potrzebne. Nie po to, żeby pokazać, kto tu rządzi. Po to, żeby pokazać, jak wygląda bezpieczna relacja. Możesz spokojnie powiedzieć:”Nie pozwolę, żebyś mnie bił.” „Widzę, że jesteś bardzo zły. Zatrzymam cię.” Nie musisz wybierać między empatią a stanowczością. Dzieci najbardziej potrzebują właśnie ich połączenia.

A jeśli naprawdę czujesz się dziś nieważna…To chcę Ci coś przypomnieć. Rodzicielstwo potrafi być bardzo niewdzięczne. Możesz przez godzinę gotować obiad. A usłyszysz:”Ble.”Możesz szukać przez pół dnia ulubionej maskotki. A pięć minut później zostaniesz nazwana „najgorszą mamą na świecie”, bo nie zgodziłaś się na trzeciego loda. Szczerze? Gdybyśmy oceniali jakość naszej pracy wyłącznie na podstawie informacji zwrotnych od przedszkolaków, większość z nas dawno złożyłaby wypowiedzenie.

Na szczęście dzieci nie wystawiają nam rocznych ocen. One uczą się relacji. Codziennie. Patrząc na to, co robimy wtedy, gdy jest trudno.

Może więc następnym razem, kiedy w Twojej głowie pojawi się myśl:”Moje dziecko mnie nie szanuje.”spróbuj dodać do niej jeszcze jedno zdanie:

„…a może właśnie przeżywa coś, z czym jeszcze nie umie sobie poradzić. A może ja też przeżywam coś, co jest starsze niż ta sytuacja.”

Nie po to, żeby usprawiedliwiać każde zachowanie. Ale po to, żeby nie budować muru tam, gdzie najbardziej potrzebny jest most. Bo paradoks rodzicielstwa polega na tym, że im mniej walczymy o szacunek, a bardziej dbamy o więź, bezpieczeństwo i jasne granice, tym częściej dzieci zaczynają traktować nas z prawdziwym szacunkiem. Nie dlatego, że się boją. Dlatego, że przy nas czują się bezpiecznie. A z bezpieczeństwa dużo łatwiej rodzi się współpraca niż z walki o władzę.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry