„One znowu się biją…”

– co powiedzieliby dr Shefali Tsabary, dr Daniel Siegel i Gordon Neufeld mamie, która czuje już tylko bezsilność?

Jeśli czytasz ten tekst po kolejnej awanturze między swoimi dziećmi, to chcę Ci najpierw powiedzieć jedno.

Widzę Cię.

Widzę mamę, która codziennie rozdziela dzieci, słyszy krzyki z drugiego pokoju, biegnie, bo jedno ciągnie drugie za włosy, ktoś kogoś kopnął, ktoś komuś zabrał zabawkę.

Znowu.

Widzę zmęczenie, kiedy po raz setny mówisz:”Przestańcie.” „Ile razy mam powtarzać?””Przecież jesteście rodzeństwem.

„A potem przychodzi wieczór i pojawia się myśl: „Co ja robię źle?”

To pytanie zadaje sobie wiele dobrych mam. I właśnie dlatego chciałabym, żebyś na chwilę spojrzała na tę sytuację z perspektywy trzech osób, które od lat uczą rodziców rozumienia dzieci: dr Shefali Tsabary, dr Daniela Siegela i Gordona Neufelda. Choć każde z nich mówi trochę innym językiem, to ich praca jest mi bardzo bliska, a ich przekaz w tym temacie jest zaskakująco spójny.

Nie chodzi o to, żeby dzieci przestały się kłócić

To może Cię zaskoczyć.Żadne z nich nie powiedziałoby, że celem jest wychowanie rodzeństwa, które nigdy się nie kłóci. Konflikty są częścią każdej bliskiej relacji. Problemem nie jest to, że dzieci się złoszczą. Problemem jest to, że nie wiedzą jeszcze, co zrobić z tą złością. I właśnie tutaj potrzebują Ciebie. Nie jako sędziego. Nie jako policjanta. Ale jako osoby, która pomoże ich układom nerwowym wrócić do równowagi.

Dr Shefali zapytałaby coś zupełnie innego

Większość z nas pyta:”Jak sprawić, żeby przestali się bić?”. Dr Shefali prawdopodobnie zapytałaby:”Co ta sytuacja próbuje pokazać całej rodzinie?”Nie po to, żebyś szukała winnego. Nie po to, żebyś obwiniała siebie. Ale dlatego, że zachowanie dzieci jest często językiem, którego jeszcze nie potrafią zamienić na słowa. Za agresją może kryć się zazdrość. Przeciążenie. Potrzeba bliskości. Frustracja. Poczucie niesprawiedliwości.

To nie znaczy, że masz akceptować bicie. Wręcz przeciwnie. Masz zatrzymać przemoc, ale jednocześnie pozostać ciekawa tego, co dzieje się pod powierzchnią.

Daniel Siegel powiedziałby: „Najpierw mózg, potem rozmowa.”

To jeden z moich ulubionych sposobów patrzenia na dzieci. Kiedy dziecko jest w ogromnej złości, jego mózg nie działa tak, jak wtedy, gdy jest spokojne. Dlatego tłumaczenie, moralizowanie czy pytanie:”Dlaczego to zrobiłeś?”najczęściej nie przynosi efektu. Nie dlatego, że dziecko Cię ignoruje. Po prostu w tej chwili nie ma dostępu do spokojnego myślenia. Najpierw potrzebuje wrócić do poczucia bezpieczeństwa.

Dlatego zamiast długiego wykładu możesz powiedzieć:”Nie pozwolę ci uderzyć siostry.”I… tyle. Rozdziel dzieci. Pomóż im się uspokoić. Do rozmowy wrócisz później.

Gordon Neufeld spojrzałby na więź

Neufeld często powtarza, że dzieci nie rodzą się rywalami. One chcą należeć. Chcą czuć się ważne. Chcą mieć pewność, że w sercu rodzica jest dla nich miejsce. Jeżeli rodzeństwo od lat ze sobą walczy, warto zadać sobie pytanie: Czy każde z moich dzieci czuje się naprawdę widziane?

To nie jest pytanie o ilość czasu. To pytanie o jakość obecności. Kilkanaście minut dziennie tylko z jednym dzieckiem może czasem zrobić więcej niż całodniowa wspólna aktywność. Bo dziecko nie musi wtedy walczyć o Twoją uwagę. Już ją ma.

A co z granicami?

To ważne. Empatia nigdy nie oznacza zgody na przemoc. Możesz jednocześnie być ciepła i stanowcza. Możesz powiedzieć:”Widzę, że jesteś bardzo zły.”i jednocześnie:”Nie pozwolę ci bić.” Te dwa zdania nie wykluczają się. One się uzupełniają. To właśnie nazywamy bezpieczymi granicami.

Jeśli jesteś poszerzającą świadomość mamą, a może nawet coachem lub rodzicem pracującym z układem nerwowym……to być może już widzisz, że w tych wszystkich podejściach przewija się jeden wspólny wątek. Nie próbujemy zmienić zachowania „od góry”.Pracujemy z tym, co jest pod spodem. Bo zachowanie jest efektem. Nie przyczyną. Kiedy układ nerwowy dziecka jest przeciążony, jego zachowanie również będzie przeciążone. Kiedy dziecko czuje się zagrożone, będzie walczyć. Czasem dosłownie.

A teraz chcę powiedzieć Ci coś jako kobieta do kobiety.

Jeżeli od miesięcy albo lat rozdzielasz swoje dzieci, być może nosisz w sobie ogromne poczucie porażki. Może myślisz:”Inne rodzeństwa potrafią się bawić.””Moje dzieci chyba się nie lubią.””Nie umiem tego zatrzymać.” Chciałabym, żebyś pamiętała o jednej rzeczy. To, że Twoje dzieci mają trudność z regulacją emocji, nie oznacza, że Ty zawiodłaś jako mama. Oznacza tylko tyle, że Wasza rodzina potrzebuje dziś czegoś więcej niż kolejnych próśb, kar czy wykładów. Potrzebuje bezpieczeństwa. Więzi. Regulacji. I dorosłego, który będzie wystarczająco spokojny, żeby powiedzieć:”Nie pozwolę wam się krzywdzić. Jestem tutaj. Razem znajdziemy inny sposób.”

Nie będzie to działało idealnie od jutra.

I nie dlatego, że robisz coś źle. Ale dlatego, że kontrola impulsow (kora przedczołowa) ma prawo rozwijac się długo, a układ nerwowy uczy się przez doświadczenie, a nie przez jedną rozmowę. Każdy raz, kiedy zatrzymujesz przemoc bez zawstydzania. Każdy raz, kiedy pomagasz dziecku wrócić do równowagi. Każdy raz, kiedy wybierasz kontakt zamiast walki o posłuszeństwo……jest cegiełką w budowaniu nowych połączeń w mózgu i nowego sposobu bycia w relacji.

I właśnie od takich małych, powtarzalnych momentów zaczyna się prawdziwa zmiana.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry