Może ono nie daje Ci trudnego zachowania. Może pokazuje Ci, że jest mu trudno.
Droga Mamo,
może znasz ten moment. Jeszcze pięć minut temu było dobrze. Naprawdę dobrze. Śmialiście się. Rozmawialiście. Może nawet pomyślałaś: „Ale mamy dziś piękny dzień.”
A potem coś się wydarzyło. Nie ten kubek. Nie ta bajka. Nie teraz kąpiel. Nie można kupić tej rzeczy w sklepie. I nagle Twoje dziecko zamienia się w małą burzę.
Krzyk.
Płacz.
Rzucanie się na podłogę.
Złość tak wielka, że przez chwilę sama nie wiesz, gdzie podziało się Twoje spokojne dziecko.
I może wtedy pojawia się ta myśl: „Dlaczego ono takie jest?”
Albo jeszcze trudniejsza: „Co ja robię źle?”
Droga Mamo. Chcę Ci dziś zaproponować inną perspektywę. Może Twoje dziecko nie daje Ci trudnego zachowania. Może daje Ci informację, że coś w nim jest teraz bardzo trudne do uniesienia. Dziecko w emocjach nie potrzebuje małego prawnika. Czasem, kiedy dziecko wpada w złość, uruchamia nam się tryb tłumaczenia.
Wyjaśniamy.
Przekonujemy.
Argumentujemy.
„Przecież mówiłam ci, że nie możemy tego kupić.”
„Rozumiem, że jesteś zły, ale przecież trzeba iść.”
„Nie ma powodu aż tak płakać.”
I wszystko to jest logiczne. Tylko że w środku wielkiej emocji dziecko nie jest w miejscu, w którym potrzebuje kolejnych argumentów.
To trochę tak, jakby próbować tłumaczyć komuś zasady działania parasola, kiedy właśnie tonie. Najpierw potrzebuje pomocy, żeby wrócić na powierzchnię. Dopiero potem można rozmawiać.
Emocje nie są problemem do usunięcia
Wielu z nas dorastało z przekonaniem, że trudne emocje trzeba szybko zatrzymać.
Nie płacz.
Nie złość się.
Przestań.
Uspokój się.
I jako dorośli często robimy to samo. Nie dlatego, że jesteśmy zimni. Dlatego, że cudze emocje potrafią uruchomić nasze własne. Płaczące dziecko może obudzić w nas napięcie. Krzyk dziecka może sprawić, że sami czujemy zagrożenie. Jego chaos spotyka się z naszym chaosem.
I nagle nie mamy już jednego układu nerwowego w trudnym momencie. Mamy dwa.
Twoje dziecko pożycza od Ciebie spokój. Małe dzieci nie rodzą się z gotową umiejętnością regulowania emocji. One uczą się jej w relacji. Przez tysiące małych doświadczeń:
„Jest mi trudno, a ktoś zostaje.”
„Moje emocje są duże, ale relacja się nie rozpada.”
„Mogę wrócić do spokoju.”
Ty jesteś dla dziecka czymś w rodzaju zewnętrznego regulatora. Nie dlatego, że zawsze masz być spokojna. Ale dlatego, że możesz pokazywać drogę powrotu.
Ale uwaga – obecność nie oznacza pozwalania na wszystko. To bardzo ważne.
Współczucie nie oznacza braku granic. Możesz powiedzieć:
„Widzę, że jesteś bardzo zły. Nie pozwolę Ci mnie uderzyć.”
„Możesz być zły. Nie możesz rzucać tym we mnie.”
„Jestem obok. Pomogę Ci przejść przez tę złość.”
Dziecko potrzebuje zarówno ciepła, jak i ram. Jak roślina potrzebuje jednocześnie wody i doniczki. Sama woda jej nie pomoże. Sama doniczka też nie.
A teraz najtrudniejsza część. Czasem wybuch dziecka dotyka nie tylko jego. Dotyka Ciebie. Może dlatego, że kiedyś sama musiałaś szybko przestać płakać. Może dlatego, że w Twoim domu złość była czymś niebezpiecznym. Może dlatego, że nauczyłaś się być „grzeczna”, spokojna i nie sprawiać problemów.
I kiedy Twoje dziecko robi dokładnie odwrotnie…Twoje ciało może krzyczeć:
„Nie dam rady tego znieść.”
To nie znaczy, że jesteś złą mamą. To znaczy, że Twoja historia również jest obecna w tej chwili. I być może właśnie tutaj zaczyna się uzdrawiająca część rodzicielstwa. Nie wtedy, gdy dziecko przestaje mieć emocje.
Ale wtedy, gdy Ty zaczynasz rozumieć własne.
Co możesz zrobić w samym środku burzy? Nie szukaj idealnych słów. Czasem wystarczy:
„Jestem tutaj.”
„To jest dla Ciebie bardzo trudne.”
„Poczekam z Tobą, aż ta fala minie.”
„Nie musisz przechodzić przez to sam.”
To może wydawać się niewiele. Ale dla małego człowieka, którego emocje właśnie zalewają, to jest bardzo dużo.
Droga Mamo, Twoje dziecko nie potrzebuje mamy, która potrafi zatrzymać każdą burzę. Nie jesteś pogodynką. Nie masz wpływu na każdą chmurę, która pojawi się na jego niebie. Potrzebuje mamy, która pokaże:
„Burze przychodzą.”
„Czasem są bardzo silne.”
„Ale nie musimy się ich bać.”
„Możemy przez nie przejść razem.”
I może następnym razem, kiedy Twoje dziecko wybuchnie, spróbujesz na chwilę zatrzymać tę pierwszą myśl:
„Ono robi mi na złość.”
I zastąpić ją pytaniem:
„Co jest teraz tak trudne, że ono nie potrafi powiedzieć tego inaczej?”
Bo bardzo często za największym zachowaniem… stoi mały człowiek, który po prostu potrzebuje pomocy, żeby wrócić do siebie.
Tak samo jak my.