O tym, że powrót do siebie nie oznacza odejścia od dziecka.
Droga Mamo,
czy pamiętasz jeszcze kobietę, którą byłaś zanim zostałaś mamą? Nie pytam o to, żebyś za nią tęskniła. Nie pytam, żebyś porównywała. Pytam z ciekawością.Bo gdzieś pod wszystkimi obowiązkami. Pod listą rzeczy do zrobienia. Pod praniem, planowaniem, organizowaniem i pamiętaniem za wszystkich…nadal tam jesteś.
Ta kobieta, która miała swoje marzenia. Swoje zainteresowania. Swoje tempo. Swoje potrzeby. Może czasem za nią tęsknisz. I może od razu pojawia się poczucie winy. „Jak mogę tęsknić za życiem sprzed dzieci, skoro tak bardzo je kocham?”
Droga Mamo. Możesz. Te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie. Możesz kochać swoje dziecko najbardziej na świecie…i jednocześnie tęsknić za częścią siebie, która gdzieś po drodze ucichła.
Macierzyństwo jest pięknym doświadczeniem. Ale jest też doświadczeniem ogromnej zmiany. Rzadko mówimy o tym, że narodziny dziecka to nie tylko narodziny nowej roli. To również pożegnanie pewnej wersji siebie. Niektóre rzeczy już nigdy nie będą takie same. Spontaniczne wyjścia. Długie poranki. Decyzje podejmowane tylko pod własne potrzeby. Czas, który był naprawdę Twój. I nawet jeśli ta zmiana jest pełna miłości, każda zmiana niesie za sobą jakąś formę straty. A stracie potrzebujemy czasem pozwolić wybrzmieć. Nie po to, żeby być wdzięczną mniej. Po to, żeby być uczciwą bardziej.
Czasem mówimy: „Zatraciłam się w macierzyństwie.” Ale może nie chodzi o to, że się zatraciłaś. Może przez lata po prostu nauczyłaś się być dla wszystkich. Dla dziecka. Dla partnera. Dla domu. Dla pracy. Dla rodziny. I gdzieś po drodze pytanie:”Czego ja potrzebuję?” zaczęło pojawiać się coraz rzadziej. Aż w końcu prawie zniknęło. Nie dlatego, że jesteś nieważna. Po prostu bardzo długo byłaś zajęta troszczeniem się o innych.
I tutaj coś bardzo ważnego. Powrót do siebie nie oznacza odejścia od dziecka. To nie jest:”Najpierw ja, a potem moje dziecko lub sytuacja „albo, albo”. To jest:”Ja też jestem częścią tej rodziny.” Twoje dziecko nie potrzebuje mamy, która znika. Potrzebuje mamy, która pokazuje: „Jestem ważna. Ty jesteś ważny. Możemy być ważni oboje.” Bo dziecko, które widzi rodzica całkowicie rezygnującego z siebie, nie uczy się tylko miłości. Czasem uczy się, że miłość oznacza zapominanie o sobie. A przecież nie tego chcemy dla naszych dzieci. Chcemy, żeby kiedyś umiały kochać innych…bez opuszczania samych siebie.
Może powrót do siebie zaczyna się bardzo małymi krokami. Nie od wielkiej rewolucji. Nie od rzucenia wszystkiego i wyjazdu na miesiąc.Choć przyznam – czasem sama wizja takiego wyjazdu przy trzech pralkach i stosie naczyń brzmi kusząco. 😉
Może zaczyna się od kawy wypitej ciepłej. Od spaceru bez pośpiechu. Od telefonu do przyjaciółki. Od muzyki, której słuchałaś kiedyś. Od przeczytania kilku stron książki. Od pytania:”Co sprawia, że czuję się znowu trochę bardziej sobą?”
A może najtrudniejsze pytanie brzmi:”Czy ja w ogóle mam prawo czegoś chcieć dla siebie?” Jeśli to pytanie jest Ci znajome…chcę, żebyś usłyszała: Tak.Masz. Nie dlatego, że jesteś zmęczona. Nie dlatego, że zasłużyłaś. Po prostu dlatego, że jesteś człowiekiem.
Twoje dziecko nie potrzebuje Twojego całkowitego poświęcenia. Potrzebuje Twojej obecności. A obecność jest trudna, kiedy całkowicie opuszczamy samych siebie. Trudno spotkać drugiego człowieka, kiedy nie spotykamy już siebie.
Droga Mamo, może nie musisz wracać do kobiety sprzed dzieci. Może ona już nie istnieje dokładnie w tej samej formie. I to jest w porządku. Bo macierzyństwo nie miało Cię zmniejszyć. Miało Cię zmienić. Może zadaniem nie jest odnaleźć dawną siebie. Może zadaniem jest poznać nową siebie. Kobietę, która wie więcej. Czuje głębiej. Kocha inaczej. I która powoli uczy się, że troska o siebie nie jest odejściem od dziecka.
Jest drogą powrotną do relacji. Bo kiedy wracasz do siebie…masz do kogo zaprosić swoje dziecko.