List do mamy, która ma dość powtarzania

LIST DO MAMY, KTÓRA MA DOŚĆ POWTARZANIA

„Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?”

Podejrzewam, że gdybyśmy dostawały złotówkę za każde wypowiedzenie tego zdania, wiele z nas mogłoby już spokojnie przejść na wcześniejszą emeryturę.

To zdanie wypowiadamy przy butach, przy myciu zębów, przy sprzątaniu klocków, przy wychodzeniu z domu, przy odrabianiu lekcji i przy gaszeniu światła. I chyba najbardziej boli nas to, że za dziewiątym razem brzmi niemal tak samo bezradnie jak za pierwszym.

Bo przecież nie chodzi o buty. Ani o klocki. Ani nawet o te nieszczęsne zęby.

Chodzi o coś znacznie głębszego.

KIEDY DZIECKO NIE REAGUJE, W NASZEJ GŁOWIE POJAWIA SIĘ HISTORIA

Kiedy dziecko nie reaguje, bardzo łatwo w naszej głowie pojawia się historia.

„Ono mnie ignoruje.”

„Nie liczy się z tym, co mówię.”

„Nie szanuje mnie.”

„Dlaczego słucha wszystkich, tylko nie mnie?”

I zanim zdążymy się zorientować, stoimy już po dwóch stronach.

Ja. I moje dziecko.

Jakbyśmy byli przeciwnikami.

A przecież jeszcze pięć minut wcześniej śmialiśmy się z tego samego żartu.

Jest takie pytanie, które bardzo lubię zadawać mamom: co dokładnie boli Cię w tym, że musisz powtarzać?

Nie: „Co robi dziecko?”

Tylko: „Co dzieje się wtedy w Tobie?”

Bo odpowiedzi są niezwykle podobne. „Czuję się nieważna.” „Mam wrażenie, że nikt mnie nie słyszy.” „Czuję się sama z całą odpowiedzialnością.” „Mam dosyć noszenia wszystkiego na swoich barkach.”

I nagle okazuje się, że nie rozmawiamy już o sprzątaniu pokoju.

Rozmawiamy o kobiecie, która od bardzo dawna czuje, że wszystko zależy od niej.

CO DZIEJE SIĘ PO DRUGIEJ STRONIE?

A teraz spójrzmy na drugą stronę.

Wyobraź sobie sześciolatka. Buduje z klocków. Jest całym sobą w swoim świecie.

Jego mózg nie działa jeszcze tak jak Twój. Nie ma rozwiniętej zdolności przełączania uwagi, planowania i hamowania impulsów na poziomie dorosłego.

Czy to znaczy, że nie usłyszał?

Niekoniecznie.

Czy to znaczy, że chce Cię zlekceważyć?

Najczęściej nie.

Czy powinien nauczyć się reagować?

Oczywiście.

Ale droga do tej umiejętności nie prowadzi przez zawstydzenie. Prowadzi przez dojrzewanie i przez nasze spokojne prowadzenie.

To nie znaczy, że masz powtarzać dwadzieścia razy.

Nie.

Granice są ważne. Możesz podejść bliżej, nawiązać kontakt wzrokowy, położyć rękę na ramieniu, powiedzieć jedno zdanie, poczekać, pomóc zacząć.

To zupełnie coś innego niż wołanie z kuchni po raz ósmy.

Nie dlatego, że jesteś lepszą mamą. Dlatego, że mózg dziecka znacznie lepiej reaguje na kontakt niż na komunikat rzucony między mieszaniem zupy a składaniem prania.

ALE CHCĘ WRÓCIĆ DO CIEBIE

Bo mam przeczucie, że to właśnie tutaj jest sedno.

Dlaczego tak bardzo boli nas konieczność powtarzania?

Myślę, że często dlatego, że uruchamia w nas stare doświadczenie.

To uczucie, że nasze słowa nie mają znaczenia. Że nikt nas nie słyszy. Że wszystko musimy zrobić same.

I nagle dziecko, które po prostu jeszcze się rozwija, staje się lustrem dla czegoś znacznie starszego.

Nie dlatego, że robi to celowo.

Po prostu rodzicielstwo ma niezwykły sposób pokazywania nam miejsc, które wciąż czekają na czułość.

Czasem największą zmianą nie jest to, że dziecko zacznie szybciej zakładać buty.

Największą zmianą jest to, że Ty przestaniesz słyszeć w jego zachowaniu komunikat:

„Nie jesteś ważna.”

Bo to nigdy nie było tym, co ono chciało powiedzieć.

KIEDY PRZECIĄŻENIE ZACZYNA MÓWIĆ ZA NAS

Jest jeszcze coś, o czym rzadko się mówi.

Kiedy jesteśmy przeciążeni, każde kolejne „Mamo…” kosztuje nas więcej. Każde „jeszcze chwilę” brzmi głośniej. Każde niezareagowanie wydaje się bardziej osobiste.

To nie dlatego, że stałaś się mniej cierpliwa.

To dlatego, że Twój układ nerwowy ma dziś mniej zasobów.

A przeciążony układ nerwowy interpretuje świat przez pryzmat zagrożenia.

Nawet jeśli tym zagrożeniem jest para małych butów, które od pięciu minut stoją nietknięte w przedpokoju.

I może właśnie dziś nie potrzebujesz kolejnego sposobu na to, żeby dziecko zaczęło szybciej reagować.

Może potrzebujesz usłyszeć coś zupełnie innego.

To, że nie jesteś złą mamą dlatego, że męczy Cię ciągłe powtarzanie.

To naprawdę jest męczące.

To, że czasem masz ochotę krzyknąć, nie oznacza, że zawiodłaś.

Oznacza, że od bardzo dawna próbujesz unieść więcej, niż jeden człowiek powinien.

CO MOŻESZ ZROBIĆ NASTĘPNYM RAZEM?

A jeśli następnym razem usłyszysz siebie mówiącą:

„Ile razy mam powtarzać?”

spróbuj po wypowiedzeniu tych słów zadać sobie jeszcze jedno pytanie.

Nie dziecku.

Sobie.

„Co właśnie najbardziej boli mnie w tej chwili?”

Być może odpowiedź wcale nie będzie dotyczyła butów.

I być może właśnie tam zacznie się najważniejsza zmiana.

Nie od tego, że dziecko szybciej założy kurtkę.

Ale od tego, że Ty przestaniesz wierzyć, że jego powolność jest opowieścią o Twojej wartości.

Bo nie jest.

To tylko historia, którą zmęczony układ nerwowy opowiada nam czasem bardzo przekonującym głosem.

A Ty nie musisz wierzyć każdej historii, którą opowiada Ci zmęczenie.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry